Dobrze jest kiedy na zajęciach pojawiają się emocje. Jeszcze lepiej, kiedy nie trzeba ich chować, tylko jest przestrzeń, żeby je wyrazić, przegadać, zrozumieć.
Pamiętam dziewczynę, która mi mówiła, że nie umie ze mną rozmawiać. Przychodziła regularnie na zajęcia i pracowała, śpiewała. Wszyscy uważali, że jest najlepsza. Problem pojawiał się, kiedy trzeba było pokazać jakieś emocje w piosence. Większość dziewczyn, choć technicznie dużo słabsza – potrafiła to zrobić. Odsłonić skrawek siebie, swoich emocji. Ona nie.
Pamiętam takie trudne ćwiczenie. Prowadził je fantastyczny francuski raper – Kohndo. Wszystkie dziewczyny, które brały w nim udział były zaawansowane w rapie, miały za sobą doświadczenia występowania na scenie. Usiedliśmy na długiej ławce w sali gimnastycznej. Każda z dziewczyn po kolei musiała wstać i zarecytować fragment piosenki lub wiersza. Najpierw w odległości ok. 2 metrów od nas. Potem 5 metrów. Ostatni raz trzeba było zarecytować swój fragment stojąc aż pod ścianą sali gimnastycznej. Kohndo mówił, że jak stoisz daleko – musisz mówić głośniej, robić bardziej wyraziste gesty, bo inaczej niewiele dotrze do publiczności.
Ona za każdym razem mówiła dokładnie tak samo. I zupełnie się nie ruszała się. Pamiętam ją jak stoi pod ścianą. Domyślałam się, że narasta w niej złość. Ale nawet tej złości nie chciała nam pokazać. W pewnym momencie po prostu wyszła z sali i nie wróciła już do końca zajęć.
Kiedyś ktoś mnie spytał, czy to, co się dzieje na zajęciach zmienia dziewczyny i na ile to jest terapia. Ja nie jestem psycholożką, a to, co się dzieje na zajęciach nie jest terapią. Jeśli potrzebna jest terapia psychologiczna, to zajęcia twórcze jej nie zastąpią.
Animacja kultury i zajęcia twórcze stawiają sobie inne cele niż terapia psychologiczna. My tylko stwarzamy przestrzeń komunikacji. Tam, między wieloma innymi rzeczami mogą uzewnętrznić się emocje, a my możemy pozwolić je nazwać.
Ta dziewczyna, która nie podołała ćwiczeniu z recytacją przyszła na kolejne zajęcia i pracowała dalej. Pozwoliliśmy jej pozostać osobą, która nie wyraża emocji.
Pamiętam jeszcze jedną sytuację – uczyłam dziewczyny z zakładu śpiewać tradycyjne pieśni. Śpiewa się je razem, w grupie, otwartym głosem. Brzmią wiejsko, zupełnie nie przystają do współczesnego świata. Ja te pieśni bardzo lubię, bo to dzięki nim nauczyłam się śpiewać. Dziewczyny długo nie chciały się do nich przekonać, mówiły, że im się te pieśni nie podobają.
Po koncercie, który wspólnie zaśpiewałyśmy, na zakończenie projektu – podeszła do mnie jedna z dziewczyn i powiedziała:
- Wiesz Lena, te pieśni są brzydkie, ale jak się je długo razem śpiewa, to zaczyna się płakać.



