Kiedyś, mały chłopiec w szkole, gdzie prowadziłam zajęcia antydyskryminacyjne powiedział mi, że moje zajęcia są bez sensu, bo wszyscy wiedzą, że dziewczyny są głupsze od chłopców, bo w historii wszyscy wynalazcy to mężczyźni. Zanim zdążyłam mu wytłumaczyć, że kobietom aż do XX wieku nie pozwalano studiować, a wysiłki socjalizacyjne szły w kierunku zrobienia z nich matek i żon – zobaczyłam twarze dziewczynek. Wyrażał się na nich strach, zażenowanie, smutek. Zdałam sobie sprawę, że cała klasa w gruncie rzeczy zgadza się z wypowiedzią chłopca.
Był to jeden z wielu powodów, dla których postanowiłam zrobić projekt Cała w pikselach. W tym projekcie zajęliśmy się kobietami, których historii nie nie ma w podręcznikach, a jeśli są, to pokazane w sposób stereotypowy i często przekłamany. Pisaliśmy o nich piosenki i robiliśmy grę internetową. Warsztaty prowadziliśmy równocześnie w zakładzie poprawczym i warszawskich gimnazjach.
Na początku pewne rzeczy musiałam tłumaczyć na bardzo podstawowym poziomie. Dziewczyny w zakładzie pytały mnie dlaczego zajmujemy się tylko kobietami. I zgadywały:
- Acha, to chodzi o to, że kobiety są lepsze?
Nie, nie chodzi o to, kto jest lepszy, a kto jest gorszy, tylko o to, że ucząc się historii w szkole ma się wrażenie, że tworzyli ją tylko mężczyźni, a przecież to nie jest prawda. Chodzi też o to, że jest dużo mechanizmów, które utrudniały kobietom zapisanie się w historii. Warto poznać te mechanizmy. Wtedy można na przykład zrozumieć, dlaczego wśród odkrywców jest tak mało kobiet.
Nawojka, Wanda Gertz, Maria Curie-Skłodowska, sufrażystki. Były to imiona i nazwy często słyszane po raz pierwszy. Powoli, wspólnie nadawałyśmy im znaczenie.
W gimnazjum warsztaty były otwarte zarówno dla dziewcząt, jak i dla chłopców. Pamiętam taką sytuację – pracowaliśmy nad biografią Marii Curie-Skłodowskiej. Jestem chemiczką, fizyczką, maniaczką, zaklinaczką… - zaproponowała jedna z grup dziewcząt.
Podeszłam do grupy chłopców, którym pisanie nie szło. Zaczęłam podsuwać im różne pomysły. Słuchali mnie w skupieniu. Próbowali coś napisać, ale nic nie wychodziło. W pewnym momencie poczułam się dziwnie, nie na miejscu, poczułam zażenowanie. Żeby napisać dobrą piosenkę o kimś, trzeba umieć się utożsamić z tą osobą. Mówić jej ustami
Jestem chemiczką, fizyczką, maniaczką, zaklinaczką…
Dziewczynki potrafią się utożsamić z tym co męskie – to co męskie wydaje się uniwersalne. Chłopców nie uczy się wchodzenia w skórę kobiecych bohaterek.
Chłopcy nie potrafili spełnić zadanego przez mnie zadania. A ja czułam się dziwnie, próbując ich do tego namówić, chociaż przecież sama od dzieciństwa utożsamiałam się z męskimi bohaterami – Tomkiem Sawyerem, tarzanem, królami polskimi, panem Tadeuszem. Pisałam o nich wypracowania. Uczyłam się mówić ich ustami. A teraz ja – feministka – czułam się niezręcznie. Jakby nie było języka, żeby opowiedzieć coś tak prostego, jak historia pewnej kobiety.
Na szczęście czym dłużej pracowaliśmy nad historiami tym poczucie zażenowania i niezręczności było mniejsze. W sobotę odbył się finałowy koncert. Jeden chłopiec zaśpiewał o Wandzie Gertz. Z przekonaniem, rytmicznie ruszając się na scenie. Było widać, że czuje się swobodnie, pewnie, że mu to pasuje.




Chlopcy w gimnazjalnym wieku przechodza mutacje.
Kiepsko im sie spiewa, i to jeden pies, czy w kosciele, na stadionie, czy pod feministyczna batuta.
Przy braku kontroli nad skala glosu od sopranu po bas, to okrutne zadac dorastajacemu chlopakowi wykonac publicznie spiew. Dobrze, ze znalazl sie nie przechodzacy jeszcze mutacji ‘ochotnik’. Brawo !