„Pani Leno” – nigdy wcześniej nikt tak do mnie nie mówił. Po raz pierwszy zwróciła się tak do mnie dziewczyna z zakładu poprawczego.
Pamiętam, że zdziwiło mnie to, zaczęłam się zastanawiać: Kim jestem dla nich? Jakiej relacji oczekują ode mnie? I szerzej: Jakie one są? Co mają w głowach? Jak układają się im myśli?
Jak po raz pierwszy weszłam do zakładu to zdziwiłam się, że panuje tam taka atmosfera wakacyjno-kolonijna. Zapach frytek, dziewczyny w klapkach kąpielowych, opalone (opalają się smarując się olejem spożywczym), pomalowane, z kolorowymi włosami i paznokciami.
Leżą na boisku i smażą się jak te frytki. Niedaleko fontanna z Maryją. To tu, to tam, jakiś krasnal ogrodowy lub inna figurka. Szlugi, disco polo z magnetofonów, spokój.
Beztroska – pomyślałam.
Dopiero potem zaczęłam zauważać wyraźniejsze elementy penitencjarne i nadzór. Izolatka, kraty w oknach, karny mundurek, punkty karne, rewizje osobiste, zakaz rozmów telefonicznych, korzystania z internetu, odwiedzin, przepustek.
To bardzo specyficzny świat, w dużej części odcięty od reszty społeczeństwa. Miasto w mieście. Jego mieszkanki mają swoje odrębne zasady, swoją kulturę, kody kulturowe odmienne od moich. Cały czas się ich uczę. A dziewczyny się uczą naszych. Mam jednak wrażenie, że im idzie łatwiej – bo my im tłumaczymy o co nam chodzi, co czujemy, co myślimy… Nam nikt nie pomaga. Żeby się nauczyć tutejszych kodów musimy uważnie obserwować zachowania dziewczyn, wyciągać wnioski, uczyć się na błędach – dziewczyny rzadko zdradzają, o co im chodzi. Nie to, że nie chcą nas dopuścić do swojego języka. Po prostu nie widzą potrzeby tłumaczenia, to przecież powinno się wiedzieć samo przez się, no nie? I przecież już prawie nikt w zakładzie nie mówi do mnie „pani Leno”. Dystans między nami się zmniejszył, a może nawet zupełnie zniósł, chociaż nigdy nie było to naszym celem. Stało się to zupełnie niepostrzeżenie. Na początku wszystkie dziewczyny mówiły do mnie „pani Leno”. Potem, te starsze i odważniejsze przestały i przeszłyśmy „na ty”, reszta bierze z nich przykład.
Kiedy tak zastanawiam się nad tym – jakie one są, jak jest ich mentalność, co myślą o mnie – zdaję sobie sprawę z jednego – ja już jestem po drugiej stronie, nie jestem nastolatką i to nawet od dosyć długiego czasu. Jestem panią Leną.
Wykorzystano zdjęcie lalki Hansa Bellmera z 1971 roku; http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/deed.en



