W mieszkaniu tworzą się ścieżki pomiędzy wieloma rzeczami, które leżą na podłodze, wystają z szafek i niedomykających się tapczanów. Plakaty, ulotki, kable, wydrukowane piosenki, zaproszenia, elementy strojów i scenografii, projektory, post-ity z przypomnieniami – zbliża się czas koncertu finałowego w projekcie. Staję się monotematyczna. Idąc ulicami szepczę z przejęciem coś pod nosem, albo rapuję szlifując ostatnie rymy piosenek. Zapisuję kartki listami rzeczy, które jeszcze przed finałem trzeba zrobić. Wszystkie czynności życiowe niezwiązane z projektem odchodzą na plan dalszy. Wchodzę na facebooka i sprawdzam ile osób potwierdziło przybycie. Przeglądam też listę tych, co nie przyjdą i zgrzytam zębami. Wieczorem kładę się zmęczona, tuż przy głowie trzymam maleńkie karteczki i cienkopis, żeby zapisywać myśli, które pojawiają się tuz przed zaśnięciem – na czym wyświetlić video z królową, co najlepiej rymuje się do „Skłodowskiej-Curie”, kogo jeszcze zaprosić, gdzie powiesić plakaty.
Gorączka przedfinałowa jest zazwyczaj sprawą męczącą, ale przyjemną. Chwilami, łapiąc dystans do tego co robię – i co wokół inni robią – myślę sobie, że jest cudownie. Wszystko dzieje się szybciej, w końcu widać efekty półrocznej pracy, jest dużo śmiechu, ale i nerwów. Już wiem, czego na pewno nie zdążymy zrobić, wiem też, co się może nie udać i wymyślam plany awaryjne. W zakładzie zawsze najbardziej stresuje mnie wizja, że dziewczyny tuż przed występem zrobią coś głupiego i za karę nie będą mogły wziąć udziału w finale. Już kilka razy się tak zdarzyło – główna wokalistka zamiast na scenie spędziła finał w izolatce…
Dziś na próbie dziewczyny spytały co będzie dalej – jak już projekt się skończy. Fajnie, że pytają – to znaczy, że im zależy.
Nie wiedziałam, co im odpowiedzieć.
W tym koncercie wystąpią dziewczyny, które śpiewały od początku mojej pracy w zakładzie. Wystąpią po raz ostatni, bo potem wychodzą w świat. Mam wrażenie, że są gotowe na wyjście.
Zaśpiewają również dziewczyny, których wyrok się nie kończy. Już kilka razy powtarzałam sobie: to jest ostatni projekt, który robię w zakładzie. Powtarzam to zdanie wtedy, gdy jest szczególnie ciężko, czuję bezradność i bezsens, albo gdy się złoszczę. Teraz zbliża się finał projektu. Niedługo miną cztery lata odkąd tu pracuję. W każdym projekcie powstaje nowa grupa dziewczyn, przywiązuję się do nich, nie chcę ich zostawiać. Kiedy pytają – co będzie dalej – nie potrafię im powiedzieć, że jestem zmęczona i mam dość. Myślę sobie – ok, jeszcze jeden projekt, tym razem na pewno ostatni.



