Animacja kultury to też współpraca z różnymi instytucjami jak choćby szkoły. Obserwuję szkołę, dzieciaki, a przy okazji nauczycieli. Obserwuję, żeby wymyślić najlepszy sposób rekrutacji dzieci na zajęcia twórcze. Zależy mi, żeby na zajęcia przyszły nie te najlepsze, ale te odrzucane przez kolegów, niezdające z klasy do klasy, wykluczone, zbuntowane. Chcę, żeby właśnie te dzieci przyszły, bo wiem, że im mogę dać najwięcej. Że dzięki moim zajęciom może im się udać włączyć w nurt szkoły.
Animacja kultury to też współpraca z różnymi instytucjami jak choćby szkoły. Obserwuję szkołę, dzieciaki, a przy okazji nauczycieli. Obserwuję, żeby wymyślić najlepszy sposób rekrutacji dzieci na zajęcia twórcze. Zależy mi, żeby na zajęcia przyszły nie te najlepsze, ale te odrzucane przez kolegów, niezdające z klasy do klasy, wykluczone, zbuntowane. Chcę, żeby właśnie te dzieci przyszły, bo wiem, że im mogę dać najwięcej. Że dzięki moim zajęciom może im się udać włączyć w nurt szkoły.
Obserwuję. Lekcja matematyki. Dzieci są w miarę ciche, ale rozkojarzone. Jest zadanie do zrobienia, ktoś usiłuje je rozwiązać przy tablicy. Wchodzi spóźniony uczeń. Nic nie mówi. Nikt do niego też nic nie mówi. Siada w ostatniej ławce. Nie wyjmuje przez dłuższy czas zeszytu. Patrzy w okno. W końcu wyjmuje jakiś zeszyt. Ale nie rozwiązuje zadania, tylko rysuje kreski. Przyglądam się bliżej rysunkowi. To nie kreski tylko wybuch, a nad nim helikopter. Podejrzewam, że uczeń jest uchodźcą. Domyślam się, że pewnie nie rozumie po polsku.
Szkoły przyjmują różne strategie odnośnie uczniów uchodźczych. Grupują ich w jednej klasie lub rozdzielają. Sadzają na tylnych ławkach, aby nie przeszkadzali i oni wtedy siedzą, i rysują te czołgi i helikoptery. Albo sadzają w przednich ławkach i wtedy nauczyciel/ka jeśli umie mówić po rosyjsku, może im tłumaczyć, co się dzieje na lekcji, a przynajmniej pilnuje czy rysują czołgi, czy piszą literki. Ale rozumiem też dlaczego niektórzy nauczyciele tak nie robią. Mają całą klasę do poprowadzenia.
W Polsce dzieci uchodźców idą od razu do zwyczajnej polskiej klasy. Nie mają czasu na oswojenie się z językiem. Często kieruje się je do niższych klas.
Magda – animatorka kultury – opowiedziała mi, że miała duży problem z przekonaniem czeczeńskich chłopców do udziału w zajęciach artystyczno-integracyjnych w szkole. Proponowała im hip hop, zajęcia z fotografii, filmu, teatru… Chłopcy zaglądali na początku zajęć, i zaraz wychodzili, nieusatysfakcjonowani. Kiedyś złapała jednego z nich na korytarzu i spytała:
- Dlaczego ty nie chcesz tego robić?
- Bo to są dziecinne rzeczy… – powiedział, rozpłakał się i uciekł.
Chłopiec ma 14 lat, został skierowany do klasy, gdzie chodziły dzieci młodsze od niego o 4 lata. Nie mógł się skupić na nauce, bo miał poważniejszy problemy do rozwiązania – miał wrażenie, że wszyscy traktują go niepoważnie. Bał się, że zajęcia artystyczne – które były pomyślane tak, żeby mógł się podczas nich zintegrować z rówieśnikami polskimi – również będą robiły z niego dziecko.
Rozmawiam z nauczycielkami w szkole, mamy taką samą diagnozę: system nie działa, powinno być inaczej. Np. gdyby dzieci niemówiące po polsku najpierw opanowały podstawy języka, wyrównały różnice programowe. I dopiero potem były włączane do zwyczajnych klas, gdzie są ich rówieśnicy. Wtedy byłoby im łatwiej.
Czasami mam wrażenie, że animacja kultury jest jak taśma klejąca – wykorzystuje się ją, żeby skleić coś, co się rozpada. Czasami mam wrażenie, że taśma klejąca to za mało.



